in

23-letnia mama zmarła podczas Świąt Bożego Narodzenia. Rodzina ujawniła jej historię, żeby ostrzec innych

Kirsten Hawksey z Liverpoolu miała zaledwie 23 lata i była szczęśliwą mamą 15-miesięcznej córeczki. Możliwe, że gdyby młoda kobieta nie zbagatelizowała pierwszych symptomów wskazujących na to, że w jej organizmie rozwija się niebezpieczna choroba, dzisiaj wciąż by żyła.

Zazwyczaj jest tak, że poważne dolegliwości zdrowotne dają o sobie znać nagle i niespodzianie. Zdecydowana większość z nich jest wykrywana na tyle szybko, że można je skutecznie wyleczyć. Niestety niektóre z nich są diagnozowane dopiero wówczas, gdy ich stadium rozwoju jest bardzo zaawansowane, a przez to trudne do wyleczenia. Dlatego tak ważne jest, by pamiętać o regularnych badaniach i nie bagatelizować pierwszych objawów.

Najbliża rodzina zmarłej Kirsten do dziś nie potrafi zaakceptować faktu, że kobieta nie żyje. Umierając 23-latka osierociła swoją malutką córeczkę Penelope. Lekarz poinformował Kirsten o diagnozie 27-listopada, a już miesiąc później kobieta nie żyła.

„Twierdziła, że te siniaki musiały powstać podczas zabawy z dzieckiem. Pracowała na cały etat, a później opiekowała się Penelope. Była przemęczona, nie myślała w ogóle o sobie” – wspominają rodzice.

Kirsten mówiła, że ma zbyt dużo na głowie, by jeszcze zawracać sobie głowę siniakami pojawiającymi się na jej nogach. Kiedy wreszcie postanowiła zasięgnąć porady lekarza, dowiedziała się, że ma białaczkę. W przypadku tej choroby każdy dzień jest na wagę złota. Kobieta natychmiast rozpoczęła chemioterapię.

Ojciec kobiety pewnego dnia poszedł do lekarza i zapytał, dlaczego akurat jego córka? Co zrobiła nie tak? „Pana córka po prostu miała pecha.” – usłyszał w odpowiedzi.

Doktor poinformował mężczyznę, że zaleca się by każdego roku wykonywać kontrolne badania krwi, gdyż białaczka jest chorobą, która może dosięgnąć każdego bez względu na wiek. Tylko regularnie przeprowadzane badania mogą w miarę wcześnie wykryć tę niebezpieczną chorobę.

Niestety u 23-latki doszło do poważnej infekcji płuc. Jej system immunologiczny przestał działać i musiała zostać podłączona do aparatury podtrzymującej życie. Stan młodej matki pogarszał się z dnia na dzień.

Na początku grudnia doznała wylewu krwi do mózgu i jej rodzina musiała podjąć dramatyczną decyzję o odłączeniu jej od systemu, który podtrzymywał jej funkcje życiowe.

Na Facebooku zdążyła jeszcze pożegnać się ze swoimi przyjaciółmi i ostrzec ich, jak kończy się zaniedbywanie swojego zdrowia:

„We wtorek zdiagnozowano u mnie białaczkę. Dzisiaj rozpoczynam chemioterapię… Nie jest to próba wymuszenia na was współczucia, bo to nie w moim stylu, ale chodzi mi o podniesienie świadomości i przekonanie Was, żeby nie ignorować żadnych oznak! Ja nigdy nie chodziłam do lekarzy. Dziękuję Bogu za wszystkich, którzy namawiali mnie do tego by się zbadać w sprawie tych niewyjaśnionych siniaków! Nie da się wystarczająco podziękować mojej rodzinie i przyjaciołom za wsparcie, którego udzielili mi przez ostatni tydzień. Czuję się bardziej szczęściarą niż pechowcem. Chcę Wam wszystkim podziękować.”

Rodzice zmarłej dziewczyny proszą o udostępnianie jej posta. Podziel się tym artykułem ze znajomymi.