in

2-letni chłopiec znika bez śladu. Krótko potem policjanci odkrywają tajemnicze ślady stóp podążające za nim do lasu

Utrata ukochanego dziecka chyba dla każdego rodzica byłaby ucieleśnieniem najgorszych koszmarów. Już sama myśl o tym, że niewinne, bezbronne dziecko mogłoby nagle zaginąć przyprawia o ciarki na plecach. Kiedy dzieci znikają w niejasnych okolicznościach, rodzice skazani zostają na piekło najgorszych domysłów i obaw.

W tak okropnej sytuacji znalazła się niedawno Chelsea Noble, młoda matka pochodząca z miejscowości Saucier w stanie Missisipi. Łatwo można sobie wyobrazić, jak bardzo zrozpaczona była Chelsea, gdy odkryła, że jej maluch przepadł jak kamień rzucony w wodę. Pewnego ranka kobieta weszła do jego pokoju i zastała jedynie puste, niezaścielone łóżko.

Synek Chelsea, William, ma zaledwie 2 latka. Kobieta wpadła w panikę – obawiała się o życie chłopca. Natychmiast zadzwoniła na policję.

Policjanci nie zbagatelizowani sprawy tylko od razu rozpoczęli gruntowne i żmudne poszukiwania. Niestety, pomimo wysiłku nie byli w stanie znaleźć chłopca. Nie pomogły w tym ani wyspecjalizowane, służbowe psy, ani nawet śmigłowce, wielokrotnie okrążające bliższe i dalsze okolice.

Chelsea pocieszał wyłącznie fakt, że w lesie, leżącym nieopodal jej domu, znaleziono ślady dziecięcych stóp. Ta radość nie trwała jednak długo. Policjanci zauważyli bowiem na leśnej drodze także odciski innych stóp. Wyglądało na to, że tuż za Williamem podążał ktoś większy i starszy, ktoś, kto mógł śledzić malucha i być odpowiedzialny za jego zniknięcie…

Oficerowie policyjni znali takie przypadki. Ułożyli najgorszy scenariusz: 2-latek mógł zostać porwany. Ta wiadomość sprawiła, że świat Chelsea zadrżał w posadach.

Chelsea była już nie tyle zaniepokojona, co wręcz śmiertelnie przerażona. Sytuację pogarszał fakt, że u Williama zdiagnozowano autyzm. Chłopiec w ogóle się nie odzywał i z tego powodu szanse, że ktoś mógłby usłyszeć jego płacz lub krzyk, były bardzo niewielkie.

Policjanci pocieszali zatroskaną matkę, powtarzając, że na pewno znajdą malca. Wiedzieli jednak, że muszą działać szybko. Kluczowe w procesie poszukiwań miały okazać się ślady dorosłej osoby, która podążała za ofiarą.

Akcja poszukiwawcza trwała wiele godzin. Ostatecznie William nie został jednak odnaleziony przez policjantów. Prawdziwym bohaterem okazał się zaledwie dziesięcioletni chłopiec. Jego śmiałość i odwaga były niemal tak zaskakujące, jak fakt, kto śledził Williama…

10-letni Blake wysiadał ze szkolnego autobusu. Nagle usłyszał szczekanie psa. Dźwięk zaciekawił go na tyle, że zaczął za nim podążać. Doszedł do mrocznego lasu, w którym stał stary, opuszczony samochód. Dookoła auta biegał ujadający, bezpański pies. Wyglądało to tak, jakby czworonóg chciał zwrócić uwagę na coś, co znajduje się w pojeździe.

Blake doszedł do wniosku, że w całej tej sytuacji coś jest bardzo nie tak. Zaniepokojony, poszedł po wujka, a później wrócił z nim na miejsce podejrzanych zdarzeń. Wujek podszedł do auta niepewnie i odważył się zajrzeć do środka. Przez szybę zauważył, coś co wprawiło go w osłupienie. W środku, na tylnym siedzeniu spał mały chłopiec. Jak się wkrótce okazało, był to mały William.

Chłopczyk trafił z powrotem w ramiona swojej matki. Uratowali go szczekający pies oraz ciekawski uczeń podstawówki. Według ustaleń policjantów, chłopiec wyszedł z domu i zaczął po prostu zmierzać w stronę lasu. Nie wiadomo, dlaczego to zrobił. „Większe” odciski stóp okazały się… śladami psich łap. Za zagubionym chłopcem podążał bezpański pies.

Później ustalono jeszcze, że podczas swojej wyprawy William nie był sam. Pies, który zwrócił na siebie uwagę Blake’a, towarzyszył dwulatkowi przez cały dzień. Wałęsał się u jego boku, jakby był jego najlepszym przyjacielem. Był więc „aniołem stróżem” cierpiącego na autyzm malucha.

Koniecznie podziel się tą niezwykła historią ze swoimi znajomymi.